sobota, 31 stycznia 2015

„Zaklinacz czasu” Mitch Albom





Kiedy miałam zabrać się do czytania książki, byłam podekscytowana. Jednak ze strony na stronę mój entuzjazm opadał i czułam się coraz bardziej rozczarowana.

„Zaklinacz czasu” nie jest według mnie złą książką, ale dobrą też nie jest. Początkowo byłam znudzona jej treścią, ale nie na tyle, żeby odłożyć ją na półkę i już nigdy do niej nie wracać. Postanowiłam dać jej szansę i dotrwać do połowy. Stwierdziłam, że jak do tego czasu mnie nie wciągnie, nic już z tego nie będzie. Ku mojemu zdziwieniu „Zaklinacz” zaczął mnie wciągać, kiedy przebrnęłam przez kilkadziesiąt pierwszych stron. Książka przeciętna, nie powala na kolana i nie sprawia, że pragnę mieć ją w swojej biblioteczce. Jednak póki co ją mam i chętnie odsprzedam :)


A co mogę napisać o „Zaklinaczu czasu”? Że uświadamia jak błędne jest czasem nasze myślenie. Jak swoim nieprzemyślanym i egoistycznym zachowaniem możemy nieświadomie skrzywdzić najbliższe osoby. Książka ukazuje również jak bardzo jesteśmy uzależnieni od mierzenia czasu, co zamiast nam ułatwiać życie, utrudnia je, chwyta w sieć, która osacza nas z dnia na dzień, z godziny na godzinę i z sekundy na sekundę coraz bardziej…

Moja ocena: 3/6

piątek, 14 listopada 2014

„W Chinach jedzą księżyc” Miriam Collee


Przeczytałam tę książkę bardzo szybko, ale nie mogłam się zebrać, żeby coś o niej napisać. Lubię przelewać na papier swoje emocje zaraz po skoczeniu ostatniej strony, ale tym razem mi się to nie udało. Minęły jakieś dwa miesiące i po tym czasie pozostało we mnie kilka odczuć związanych z lekturą…

Wspominam ją bardzo pozytywnie. Jest napisana świetnie -  nie mogłam się od niej oderwać. Cieszę się, że Miriam Collee zdecydowała się opisać część swojego życia po przeprowadzce do Chin. Wielu z nas ma równie ciekawe historie, które nigdy nie ujrzą światła dziennego, a szkoda.

Zmagania Niemki z życiem w Chinach i z jej mieszkańcami są jak zmagania każdego z nas z chińskim sprzętem. Ogólnie nie wygląda najgorzej i jest dość tani, ale jak się zaczniesz wdrażać w jego obsługę, to okazuje się, że nie działa tak jak powinien, odpada guzik, brakuje śrubki, w zestawie jest coś innego niż pokazuje opakowanie i nie ma nikogo, kto byłby za to odpowiedzialny. To tak w skrócie  ;)

Myślę, że nie ma sensu opisywać nawet części historii opowiedzianej przez autorkę, bo straci swój urok. Najlepiej sięgnąć po książkę i posmakować Chin.

 „W Chinach jedzą księżyc” chciałabym kiedyś przeczytać jeszcze raz. Dopisałam ją do listy książek, które chciałabym mieć w swojej biblioteczce i mam nadzieję, że niedługo tak się stanie.

Moja ocena: 6/6

wtorek, 23 września 2014

„Dziecko Noego” Eric-Emmanuel Schmitt



To, co przeżyjemy w dzieciństwie, zostaje w nas na zawsze. Magia tego okresu powraca w miejscach, zapachach, melodiach, uczuciach… I trudno niekiedy opisać te wspomnienia, bo mają w sobie coś niezwykłego, co powoduje, że robi się ciepło na sercu, uśmiech na twarzy, motyle w brzuchu i tęsknotę za tym, co już nigdy nie wróci.

Dzieciństwo Josepha, mimo że nie było usłane różami, było w pewnym sensie szczęśliwe. Odłączony od rodziców, w tym okresie, kiedy dziecko ich najbardziej potrzebuje, wojna, życie w strachu w obskurnej willi ojca Ponsa, nie było jego marzeniem. Jednak ogrodzenie tego domu dziecka stało się z czasem dla Josepha bezpiecznym schronieniem. Ojciec Pons okazał się nie tylko opiekunem ale i duchowym przewodnikiem. Chłopak, któremu został powierzony pod opiekę w sierocińcu był nie tylko koniecznym złem ale z czasem stał się bratnią duszą i przyjacielem na zawsze.

Niemożliwe może nam się wydawać to, że Joseph po odnalezieniu rodziców nie chciał wrócić z nimi do domu, ale pragnął zostać w sierocińcu z ojcem Ponsem i tym, co do tej pory dawało mu poczucie bezpieczeństwa i stało się częścią jego życia. Nie chce rozstawać się z tym wszystkim, co jest związane z jego dzieciństwem. Ale większość z nas tęskni za okresem, kiedy miał kilka i kilkanaście nawet, choćby za jego fragmentami. Za beztroską, przyjaciółmi na śmierć i życie, uśmiechem babci, bujanym fotelem, smakiem konfitur, zabawą na świeżym powietrzu mimo że czasem porządnie się zmokło, szkołą mimo że czasem przyniosło się dwóję, tatą, który mimo że kochał, czasem dał klapsa. Każdy ma inne wspomnienia z tego okresu, ale niezależnie od tego czy  chodziliśmy głodni czy najedzeni, czy mieliśmy nowe czy stare trampki, do dzieciństwa mamy sentyment. Także Joseph nie chce tego tracić, nawet wiarę chce zmienić, bo czuje, że tylko Bóg, którego pokochał jako chłopiec, z którego poznawaniem wiązała się cała magia  dzieciństwa, będzie jego Bogiem na zawsze. Niestety musi zerwać z tym okresem wyjeżdżając, przyjmując wiarę swoich przodków i zaczynając nowy etap w swoim życiu...

Moja ocena: 4/6

„Jezioro osobliwości” Krystyna Siesicka



Wróciłam do tej książki po mniej więcej piętnastu latach. Wzięłam ją ze swojej półki, bo nie miałam czasu, żeby przejść się do biblioteki. Sięgnęłam po „Jezioro osobliwości” kuszona wakacyjnym klimatem, wspomnieniami z czasów, kiedy miałam naście lat, a może i tęsknotą za tamtymi czasami. Poza tym byłam zmęczona ciężkimi, nietrafionymi lekturami z ostatnich tygodni.

Pisząc krótko, „Jezioro osobliwości, to bardzo lekka, przyjemna i niezbyt długa (dosłownie na jeden wieczór) powieść nie tylko dla młodzieży. Ja, pomimo że nie jestem już nastolatką, nie potrafię się rozstać z książkami Siesickiej :) Ciągle mam je na półkach i czasem do nich wracam… Ale przechodząc do rzeczy, „Jezioro osobliwości” na pewno wciągnie i oderwie od rzeczywistości. Szkoła, rodzina, pierwsze miłości i dylematy nastolatków – więcej nie zdradzę. No może tylko to, że zakończenie rozczarowuje, bo nadchodzi za szybko i jest zbyt banalne – przynajmniej jak dla mnie. Ale całość – jak najbardziej na TAK!


Moja ocena: 4/6

poniedziałek, 7 lipca 2014

"Alfabet wspomnień" Antoni Słonimski



Kolejna nietrafiona lektura – za dużo ich w ostatnim czasie. Chciałabym napisać o książce w końcu coś pozytywnego, a tu nuda…

"Alfabet wspomnień" jest napisany ładnym, lekkim językiem, ale sama treść może być interesująca tylko dla nielicznych. Alfabetyczny spis ludzi, wydarzeń i miejsc znanych autorowi oraz krótkie ich opisy, to nie jest lektura dla każdego. Ja już po kilkudziesięciu stronach, lekko senna zaczęłam omijać hasła, które nic mi nie mówiły i z każdą stroną miałam tej książki coraz bardziej dosyć. W końcu ją zamknęłam, niedokończoną i odetchnęłam z ulgą. Uff… Nareszcie! W końcu będę mogła zabrać się za coś ciekawszego.

Słonimski tak mnie umęczył, że musiałam zrelaksować się czytając moją ukochaną Siesicką. A jeśli chodzi o "Alfabet wspomnień", jedyne co mi utkwiło w pamięci z tych przeczytanych stronic, to wątek dotyczący Leśmiana. Ten akurat polecam. Może ktoś z Was natknie się jeszcze na coś ciekawego. Mnie się to nie udało. Może go akurat ominęłam.


Książka miała dobre opinie wśród internautów i nimi się właśnie zasugerowałam wypożyczając ją z biblioteki. To już kolejna wpadka z poleconą lekturą. Może to przypadek, ale kolejnym razem posłużę się swoją intuicją i przeczuciem, może pójdzie lepiej. Bo czekam na coś wyjątkowego, chcę to porwać z biblioteki albo księgarni, zamknąć się w pokoju i czytać, czytać, czytać ;)

Moja ocena: 2/6

niedziela, 22 czerwca 2014

"Błękitny chłopiec" Rakesh Satyal



Książka mignęła mi kiedyś między półkami w empiku, a po kilkunastu miesiącach trafiła w moje ręce. Nie mogłam się doczekać, kiedy zacznę ją czytać. Czułam się jak dziecko, które biegnie do swojego pokoju, by otworzyć największy prezent urodzinowy i sprawdzić co tam jest.

Wydawało mi się, że zarówno okładka jak i i tytuł skrywają w sobie jakąś tajemnicę. I skrywały, ale inną niż myślałam. Podróż do świata indyjskiego chłopca okazała się monotonna, wyczerpująca i usypiająca. Czekałam na zapachy indyjskich przypraw i smaki indyjskiego życia przemykające dyskretnie przez ciekawą historię, ale ledwo przebrnęłam przez połowę książki i miałam dosyć.

Nic mnie przy niej nie chciało zatrzymać - ani bohater, który nie może się odnaleźć wśród rówieśników, bo po części czuje się dziewczynką a po części bogiem, ani jego opowieść, która jest nijaka, nie trzyma w napięciu i nie przyciąga żadną magią, zagadką, niczym...

Błękitny chłopiec zaprasza do swojego świata wielkimi czarnymi oczami z okładki książki, ale ten świat rozczarowuje. Jest nudny i przewidywalny. Na więcej słów szkoda mi czasu, bo w kolejce czeka mnóstwo ciekawych książek.

Moja ocena: 2/6

"Doskonały dzień" Richard Paul Evans



Historia o człowieku, który postanawia spełnić swoje marzenia i wydać książkę. Niby nic nadzwyczajnego, a jednak książka wciąga i nie można się od niej oderwać. "Doskonały dzień" z pewnością porwie wszystkich, którzy marzą o karierze pisarskiej (można się dowiedzieć jak to wszystko wygląda od kuchni i że tak naprawdę nie jest to takie wspaniałe jak wielu się wydaje). To również powieść dla każdego, kto szuka pięknej i mądrej historii o życiu, miłości, podejmowaniu decyzji i wybieraniu właściwej drogi. Książką zachwyci się każdy, kto w życiu trochę się pogubił, utknął w martwym punkcie, stracił to, co najcenniejsze, boi się przyznać do błędu i prosić o wybaczenie.

Prosta historia, która niesie ze sobą kilka mądrości życiowych, które znamy, ale o których często zapominamy w codziennej pogoni za tym, co niekoniecznie jest najważniejsze...

Tak szczerze, to myślałam, że to będzie jakaś banalna historyjka i z jednej strony taka była, a z drugiej miała w sobie coś niezwykłego. Co? Sprawdźcie sami :)

Moja ocena: 4/6