poniedziałek, 7 lipca 2014

"Alfabet wspomnień" Antoni Słonimski



Kolejna nietrafiona lektura – za dużo ich w ostatnim czasie. Chciałabym napisać o książce w końcu coś pozytywnego, a tu nuda…

"Alfabet wspomnień" jest napisany ładnym, lekkim językiem, ale sama treść może być interesująca tylko dla nielicznych. Alfabetyczny spis ludzi, wydarzeń i miejsc znanych autorowi oraz krótkie ich opisy, to nie jest lektura dla każdego. Ja już po kilkudziesięciu stronach, lekko senna zaczęłam omijać hasła, które nic mi nie mówiły i z każdą stroną miałam tej książki coraz bardziej dosyć. W końcu ją zamknęłam, niedokończoną i odetchnęłam z ulgą. Uff… Nareszcie! W końcu będę mogła zabrać się za coś ciekawszego.

Słonimski tak mnie umęczył, że musiałam zrelaksować się czytając moją ukochaną Siesicką. A jeśli chodzi o "Alfabet wspomnień", jedyne co mi utkwiło w pamięci z tych przeczytanych stronic, to wątek dotyczący Leśmiana. Ten akurat polecam. Może ktoś z Was natknie się jeszcze na coś ciekawego. Mnie się to nie udało. Może go akurat ominęłam.


Książka miała dobre opinie wśród internautów i nimi się właśnie zasugerowałam wypożyczając ją z biblioteki. To już kolejna wpadka z poleconą lekturą. Może to przypadek, ale kolejnym razem posłużę się swoją intuicją i przeczuciem, może pójdzie lepiej. Bo czekam na coś wyjątkowego, chcę to porwać z biblioteki albo księgarni, zamknąć się w pokoju i czytać, czytać, czytać ;)

Moja ocena: 2/6

niedziela, 22 czerwca 2014

"Błękitny chłopiec" Rakesh Satyal



Książka mignęła mi kiedyś między półkami w empiku, a po kilkunastu miesiącach trafiła w moje ręce. Nie mogłam się doczekać, kiedy zacznę ją czytać. Czułam się jak dziecko, które biegnie do swojego pokoju, by otworzyć największy prezent urodzinowy i sprawdzić co tam jest.

Wydawało mi się, że zarówno okładka jak i i tytuł skrywają w sobie jakąś tajemnicę. I skrywały, ale inną niż myślałam. Podróż do świata indyjskiego chłopca okazała się monotonna, wyczerpująca i usypiająca. Czekałam na zapachy indyjskich przypraw i smaki indyjskiego życia przemykające dyskretnie przez ciekawą historię, ale ledwo przebrnęłam przez połowę książki i miałam dosyć.

Nic mnie przy niej nie chciało zatrzymać - ani bohater, który nie może się odnaleźć wśród rówieśników, bo po części czuje się dziewczynką a po części bogiem, ani jego opowieść, która jest nijaka, nie trzyma w napięciu i nie przyciąga żadną magią, zagadką, niczym...

Błękitny chłopiec zaprasza do swojego świata wielkimi czarnymi oczami z okładki książki, ale ten świat rozczarowuje. Jest nudny i przewidywalny. Na więcej słów szkoda mi czasu, bo w kolejce czeka mnóstwo ciekawych książek.

Moja ocena: 2/6

"Doskonały dzień" Richard Paul Evans



Historia o człowieku, który postanawia spełnić swoje marzenia i wydać książkę. Niby nic nadzwyczajnego, a jednak książka wciąga i nie można się od niej oderwać. "Doskonały dzień" z pewnością porwie wszystkich, którzy marzą o karierze pisarskiej (można się dowiedzieć jak to wszystko wygląda od kuchni i że tak naprawdę nie jest to takie wspaniałe jak wielu się wydaje). To również powieść dla każdego, kto szuka pięknej i mądrej historii o życiu, miłości, podejmowaniu decyzji i wybieraniu właściwej drogi. Książką zachwyci się każdy, kto w życiu trochę się pogubił, utknął w martwym punkcie, stracił to, co najcenniejsze, boi się przyznać do błędu i prosić o wybaczenie.

Prosta historia, która niesie ze sobą kilka mądrości życiowych, które znamy, ale o których często zapominamy w codziennej pogoni za tym, co niekoniecznie jest najważniejsze...

Tak szczerze, to myślałam, że to będzie jakaś banalna historyjka i z jednej strony taka była, a z drugiej miała w sobie coś niezwykłego. Co? Sprawdźcie sami :)

Moja ocena: 4/6

czwartek, 29 maja 2014

"Piesek przydrożny" Czesław Miłosz



Pierwsza moja myśl, jaka pojawiła się po przeczytaniu „Pieska przydrożnego”, była taka: dobrze, że Miłosz skupił się jednak głównie na poezji. Moim zdaniem „Piesek” nie wyszedł mu najlepiej. Moją uwagę przyciągnęło tylko kilka tekstów, które można policzyć na palcach jednej ręki. A co mnie w ogóle skusiło do przeczytania „Pieska przydrożnego”? Właśnie kilka najlepszych fragmentów, na które natknęłam się gdzieś w internecie. To one dały fałszywy obraz książki. Na szczęście nie zapłaciłam za nią dużo. Kupiłam używaną na allegro za jakieś grosze. Chciałam wypożyczyć, ale niestety moja biblioteka nie miała jej w swoich zbiorach.

Czytanie kolejnych stron „Pieska” męczyło mnie z minuty na minutę coraz bardziej. Miłosz napisał tę książkę w taki sposób, że nie pociągało mnie to w ogóle, nie interesowało co będzie na kolejnej stronie, ale szłam przez dalej licząc trochę na to, że znajdę może jakiś wartościowy fragment. Myślę, że gdyby ktoś mało znany chciał wydać dokładnie coś takiego jak „Piesek”, takie myśli zebrane, historie, wspomnienia, sny napisane jakoś tak ciężko, bez polotu, to każdy wydawca wrzuciłby taki tekst do kosza już po przeczytaniu kilku stron.

Może to trochę odważne stwierdzenie, ale uważam, że  „Piesek przydrożny” to nieudana książka, o walorach której pisze się wszędzie i mówi naciągając trochę rzeczywistość. A Nagrody Nike nie będę nawet komentować…

Szczerze, to, gdy brałam do ręki tę książkę, liczyłam na coś innego. Lubię różne teksty połączone w jedną całość, zbiory felietonów, notatek i wspomnień. Ale według mnie, Miłoszowi nie wyszło. Spośród ponad 300 stron, jest tylko kilka fragmentów, które zapadły mi w pamięci. A oto i one:

DZIEŃ STWORZENIA
„[…] Pan Bóg stworzył świat. A jak dawno temu?
Niedawno. Dzisiaj rano. Chyba przed godziną.
Bo kwiaty otwierają się, ledwo skończone” –  piękne!

BIEGAJĄ
„Zajmują się nie tym, co najważniejsze.
Biegają, jakby wierzyli, że będą żyć wiecznie.
I każde z nich dla siebie drogocenne.
I każde uważa siebie za jedyne.” – cała prawda o współczesnym świecie

 DZIECINNOŚĆ
„Poeta jako dziecko wśród dorosłych. Wie, że jest dziecinny i musi bez ustanku udawać swój udział w działaniach i obyczajach dorosłych.” –  kto pisze, ten zrozumie…

CEL
„Po jednej stronie jest jasność, ufność, wiara, piękno ziemi, zdolność ludzi do entuzjazmu, po drugiej ciemność, zwątpienie, niewiara, okrucieństwa ziemi, zdolność ludzi do zła. Kiedy piszę, pierwsza strona jest prawdziwa, kiedy nie  piszę, druga. Czyli muszę pisać […].” Tak. Muszę :)

POWIEŚĆ
„Powieść powinna zaciekawiać, porywać i wzruszać. Jeżeli nie wzrusza, brak jej cech prawdziwej powieści. Z natury sentymentalna i melodramatyczna, podobna do baśni, o czym zaczęto zapominać, kiedy obdarzono ją mnóstwem obowiązków.” Podobna do baśni – najpiękniejsza.

BAŚŃ
„Powieść jako baśń: musi być w niej słyszalny głos bajarza. Jest on obecny ze swoimi miarami dobra i zła, ale ma opowiadać nie o sobie. Gdyby opowiadał o sobie, złożyłby dowód, że brak mu dojrzałości i spokoju, czyli cech, które powinien posiadać bajarz.” Ot, cała prawda!

ŚPIEW
„Obrócona twarzą ku dolinie, kobieta śpiewa, jakby chciała pieśnią wypełnić cały obszar między pochyłością parku, rzeką i wzgórzami po drugiej stronie.” Magia :)

YOKIMURA

„Kiedyś w telewizji oglądałem cmentarz dzieci nie urodzonych, z małymi gróbkami, na których kobiety japońskie zapalają znicze, składają kwiaty.” ...

„Pozwoliłem ci na chwilę zobaczyć kwiat nasturcji oczami motyla i być motylem”.

Moja ocena: 2/6

sobota, 26 kwietnia 2014

"W dżungli podświadomości" Beata Pawlikowska



Tak się złożyło, że każdą z części tej serii zamawiałam w innej księgarni. Jako pierwszy dotarł do mnie tom II "Księga kodów podświadomości", a jako drugi tom I "W dżungli podświadomości". A że nie mogłam się powstrzymać przed przeczytaniem tego, co trzymałam w ręku, zaczęłam więc od tego, co miałam, czyli od II tomu.

Co o nim myślę, napisałam w osobnej recenzji ("Księga kodów podświadomości" Beata Pawlikowska)  Krótko pisząc - jak  dla mnie strata czasu, masło maślane itp. Natomiast tom I, który chcę tu zrecenzować - mądry, ciekawy, wciągający bez reszty.

Jeśli przeanalizujemy dokładnie to, co napisała autorka, wiele rzeczy z naszego życia, wydarzeń i emocji, zacznie układać się w jedną całość. Wiele spraw zaczniemy rozumieć i dzięki temu będziemy mogli zmienić swoje życie na lepsze. Jeśli będziemy wytrwali i konsekwentni, zaczniemy budzić się szczęśliwsi bez powodu. Ludzie zatwardziali i pełni złości do świata i samych siebie, będą się zapierać i mówić, że zapewne ta książka to jakieś bzdury. A właśnie oni powinni sięgnąć po nią jako pierwsi.

Jeśli często myślisz, że inni mają lepiej, a świat jest niesprawiedliwy...
Jeśli ciągle trafiasz na niewłaściwych mężczyzn/niewłaściwe kobiety...
Jeśli masz napady płaczu...
Jeśli nie potrafisz zrozumieć, dlaczego twoje dzieci tak się zachowują...
Jeśli jesteś zagubiona/zagubiony...
Jeśli cierpisz na bulimię albo anoreksję...
Jeśli nic ci nie wychodzi...

To ta książka jest właśnie dla Ciebie! :)

"Europa to wielki targ niewolników. Ludzie dobrowolnie zakładają na siebie łańcuchy kredytów, kajdany pożyczek, umów, zobowiązań i korporacji. Ścigają się na modele komórek i samochodów, prężą mięśnie, codziennie wystawiają się na targu niewolników w garniturach, kostiumach, pod makijażem i w wysokich obcasach. Ostatkiem sił wracają do domów. Zdejmują wyjściowe ubrania i szpilki. Jedzą byle co i byle jak, a kiedy po całym dniu biegania, załatwiania, udowadniania i walki w końcu wieczorem opadają w czeluść fotela, w głowie mają tylko ciemność. W telewizji i w radiu aksamitny głos podpowiada: Stres, pośpiech, brak czasu? Pomoże ci tabletka XXX firmy ABC. Pamiętaj, tylko jedna tabletka, od razu poczujesz się lepiej! Połykają tabletki. Czują się lepiej. Ale ciemność, rozpacz i poczucie braku sensu powraca. [...] Tak nie musi być. Sam zdecyduj co jest ważne. Kim chcesz być. Jak chcesz żyć."

Moja ocena: 5/6

"Portrety i obserwacje. Eseje" Truman Capote



Książka z jednej strony wciągająca, z drugiej nudna. Zależy który esej się czyta i co kogo interesuje. Jedni znajdą w niej subiektywne opisy krajów, miast i dzielnic, w których Capote mieszkał przez jakiś czas, które zwiedzał lub przez które przejeżdżał. Innych (jak na przykład mnie) bardziej zainteresują teksty dotyczące znanych osób i samego autora.

Czytanie „Esejów” to jakby przeniesienie się do czasów Trumana Capote i obserwowanie świata jego oczami. On nie lubił kadzić innym i fałszywie się uśmiechać, by zyskać czyjeś uznanie. Wolał pisać to, co myśli i nie przejmował się tym, co powiedzą o nim inni (chyba że chodziło o jego pisarstwo). Obracał się w kręgach artystów, dzięki czemu mógł wiele zaobserwować. A jaka była reakcja tych, o których nieprzychylnie pisał? Możemy się tylko domyślać.

Coco Chanel, Marylin Monroe, Charlie Chaplin, Louis Armstrong czy Elizabeth Taylor, to tylko niektóre osoby, jakie znał i opisał Truman Capote. Mnie najbardziej zainteresował esej dotyczący samego autora pt. „Portret własny”, który mówi o jego  upodobaniach, miłości do czytania i filmów oraz „Przedmowa do „Muzyki dla kameleonów””, w którym pisze o swojej drodze jako pisarza, o tym, w jaki sposób szlifował warsztat, by dojść do perfekcji i móc wydawać swoje teksty na łamach największych tytułów tamtych czasów.

„Portrety i obserwacje” można przeczytać od deski do deski albo wybrać sobie tylko kilka esejów i zanurzyć się w nie w wolnej chwili…

Moja ocena: 4/6

wtorek, 15 kwietnia 2014

"Zaklinacz słów" Shirin Kader


Jak to możliwe, że ktoś tak pięknie pisze...?

Kiedy czytałam "Zaklinacza słów" chwilami wydawało mi się, że to nie powieść, ale poezja. Autorka delikatnie nawlekała każde słowo na niemal niewidoczną pajęczą nić mieniącą się w słońcu srebrem, tworząc magiczny instrument, na którym grała moja wyobraźnia.

Historia o Zaklinaczu Słów, który pojawił się w życiu pewnej kobiety zakochanej w baśniach orientalnych, przenosi nas do odległych krain i zaświatów naszej wyobraźni. Gabriel tak szybko jak się pojawił, tak szybko znikł. A Nina pozostała z tajemnicą... Tygodniami zastanawiała się gdzie jest ten człowiek, którego wszyscy widzieli, a nikt nie potrafi go opisać, którego wszyscy słyszeli, a nikt nie jest w stanie ująć w słowa jego magicznego głosu. Nie mogła pojąć, po co pojawił się w jej życiu, nauczył kochać każdym spojrzeniem, gestem, szeptem, przemieniając jej codzienność w baśń, a później rozpłynął się w niebycie? Szukała go między alejkami, które często mijali, czekała w ich zaklętych czterech ścianach, próbowała "zawołać wiatr, zanucić deszcz, zagwizdać tęczę z nadzieją, że może usłyszy." Dopiero po pewnym czasie dowiedziała się, że wszystko wydarzyło się po to, by mogło się wypełnić przeznaczenie.

Przenosząc się do tego fascynującego świata "Zaklinacza słów" miałam wrażenie, że znajduję się gdzieś na pograniczu snu i jawy, baśni i rzeczywistości, bo jak sama autorka pisze "żyjąc wśród baśni, nie wiesz, kiedy niepostrzeżenie stajesz się ich częścią".

Jeśli szukasz utraconej baśni, a te poszukiwania przypominają czasem ściganie uciekającego pociągu, pamiętaj, "że wciąż warto biec, nawet w nieskończoność"...

Moja ocena: 6/6